Witam wszystkich.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki "Którędy droga?" napisaną przez Laina Pearsa.
~Okładka~
Widnieje na niej kruk w kolorze czerwonym. Zapewne symbolizuje śmierć jak również czaszka znajdująca się pod ramieniem krzyżu/drogowskazu. Bardzo nawiązuje do treści tejże książki, gdyż cała jest ona poświęcona opisie morderstwa. Czy dzięki niej ją przeczytałam? Nie, nie jest zbytnio ciekawa i pokazuje treść książki.
Oceniam 6/10.
~Opis~
Jest rok 1663. Po przeszło dwudziestu latach wojny domowej do Anglii powraca Karol II Stuart. Pod berłem nowego króla ludzie zaznają wreszcie pokoju. Niestety nie wszyscy. Wywodząca się z plebsu Sarah Blundy zostaje oskarżona o morderstwo Roberta Grove, jednego z członków oksfordzkiego Nowego Kolegium.
Tak rozpoczyna się fabuła historycznego kryminału „Którędy droga?”, którego autorem jest brytyjski pisarz Iain Pears. Wraz z rozwojem wydarzeń i odkrywaniem nowych faktów wina młodej kobiety staje pod znakiem zapytania, a w kręgu podejrzanych pojawiają się nowe osoby. Powieść składa się z czterech części. Każda z nich przedstawia tę samą historię z punktu widzenia innej osoby. Ze zmianą perspektywy wiąże się też zmiana narratora, dzieje się tak dlatego, że każda część to pierwszoosobowa relacja jednego z bezpośrednio zamieszanych w wydarzenia bohaterów.
Taki a nie inny sposób przedstawienia fabuły rewelacyjnie oddaje to, że wszystko potrafi być względne, że zawsze są co najmniej dwie strony medalu i że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wrażenie to jest dodatkowo potęgowane poprzez fakt mnogości osób relacjonujących przebieg zdarzeń. Jako czytelnik przywykłam już by bezgranicznie zawierzać słowom narratora, będącego przecież głównym, a zwykle wręcz jedynym źródłem przekazu w każdej książce. W „Którędy droga?” jest ich aż czterech i każdy z nich opowiada jedynie o tym, co jest mu wiadome lub czego sam doświadczył, w związku z czym nieraz zaskoczyło mnie, że wydarzenia które bezwarunkowo uważałam za prawdę, pokazały swą prawdziwą naturę dopiero po zestawieniu z relacjami pozostałych bohaterów powieści.
Warto przy tej okazji poruszyć temat jednej z dwóch głównych wad, jakie mam do zarzucenia książce. Chodzi mianowicie o pierwszą jej część, czyli opowieść włoskiego medyka Marca da Coli. „Którędy droga?” to pokaźna, bo ponad 700-iuset stronnicowa pozycja. Relacja młodego Włocha zajmuje przeszło 200 stron i jeżeli już operuję na liczbach, to jest ona o jakieś 150 stron za długa. Autor bardzo szczegółowo zagłębia się we wszelkie niuanse związane z historycznymi realiami XVII-wiecznej Anglii, (co akurat samo w sobie wadą nie jest) przez co akcja posuwa się bardzo powoli, a że sama fabuła też nie należy do najciekawszych, to i potoczne wciągnięcie się w książkę wymaga sporej dozy samozaparcia.
Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie, gdy głos zabiera kolejny bohater-narrator. Już tutaj rozpoczyna się to, co stanowi głównie danie serwowane nam przez Pearsa i co przesądza o sukcesie jaki „An Instant of the Fingerprint” (tytuł oryginalny) odniósł na całym świecie. Mowa o porównywaniu poszczególnych relacji, o kluczeniu między różnymi perspektywami i próbach ustalenia stanu faktycznego. To trochę tak jakby z czterystu wymieszanych elementów próbować ułożyć kompletną stuczęściową układankę. Im więcej stron znajduje się po naszej lewej, tym więcej niewiadomych i nietrafionych przypuszczeń. Dopiero po przeczytaniu ostatniej wersji historii pojawia się pełen obraz osoby odpowiedzialnej za morderstwo i motywów jakimi się kierowała.
„Niemniej jednak pokroju był ludzi, do których zbliżać się należy z ostrożnością, jako że tolerować potrafił wyjątkowe nawet kreatury, nie znosił natomiast szarlatanów ni głupców.”
czy nieco krótsze:
„Nie myślcie, że egoistyczne jedynie kierowały mną pobudki.”
Zabawne? Początkowo tak. Potem przychodzi zniecierpliwienie i zmęczenie koniecznością skupiania się nie tylko na treści, ale także dodatkowo na formie odczytywanych zdań; i tak przez lite 700 stron.
Zbliżając się do końca chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na przymiotnik użyty w zwrocie „kryminał historyczny”, którym to zwrotem określa opisywaną właśnie książkę. Przymiotnik ten nie znalazł się tam bez przyczyny, co więcej w tym konkretnym przypadku trafniej byłby powiedzieć, jest to powieść historyczna o zabarwieniu kryminalnym. Większa część tekstu to przybliżenie czytelnikowi tego, jak wyglądało miejskie życie w Anglii w latach następujących po burzliwej rewolucji cromwellowskiej. Pears kładzie tu szczególny nacisk na miasteczko akademickie Oksford, będące już wtedy prawdziwą enklawą europejskiej nauki. Dla wszystkich miłośników historii lektura „Którędy droga?” będzie prawdziwą ucztą przepełnioną licznymi nawiązaniami do tego co doskonale znane z kart historii i znacznie bardziej finezyjnymi drobiazgami, których próżno szukać w podręcznikach.
Z najbardziej znanych w literaturze pozycji, książkę Pearsa najłatwiej porównać do klasyka Umberto Eco „Imię róży”. Nie jest to dzieło tego samego kalibru, ale znajduje się jedynie o jedną półkę niżej. „Którędy droga?” to lektura ciężka i wymagająca, a przy tym bardzo satysfakcjonująca i zapadająca w pamięć.
niedziela, 12 czerwca 2016
piątek, 10 czerwca 2016
Odwaga | Zmiany
Jeżeli siedzisz teraz przed komputerem i zastanawiasz się, dlaczego twoje życie jest takie nieatrakcyjne, dlaczego nie jesteś bogaty, dlaczego inni mają lepiej, to znaczy że utknąłeś w świecie rutyny.
Zbudowałeś sobie swoją strefę komfortu. Miejsce, które utrzymuje Cię w błogim przekonaniu, że jesteś szczęśliwy. Miejsce, dzięki któremu czujesz się bezpiecznie. A jednak coś jest nie tak. Gdy spojrzysz na siebie z góry okaże się, że nie tego chciałeś.
Aby to osiągnąć musi się być odważnym. Nie spełnia się marzeń siedząc w domu przed komputerem pod ciepłym kocem. Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Odwaga nie polega na tym, że rzuca się wszystko i zaczyna od nowa. Chociaż można.
Zbudowałeś sobie swoją strefę komfortu. Miejsce, które utrzymuje Cię w błogim przekonaniu, że jesteś szczęśliwy. Miejsce, dzięki któremu czujesz się bezpiecznie. A jednak coś jest nie tak. Gdy spojrzysz na siebie z góry okaże się, że nie tego chciałeś.
Aby to osiągnąć musi się być odważnym. Nie spełnia się marzeń siedząc w domu przed komputerem pod ciepłym kocem. Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Odwaga nie polega na tym, że rzuca się wszystko i zaczyna od nowa. Chociaż można.
niedziela, 5 czerwca 2016
"NJ1K".
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest nie wiedzieć kim się jest? Zgubić samą siebie? Patrzeć na świat zza szyby, której nie potraficie przekroczyć, chociaż naprawdę tego pragniecie? Ktoś powie ,,o czym ty, do jasnej cholery, pieprzysz, głupia dziewucho?". Zgubiłam swoją tożsamość. Zabawne, prawda? Wiem o tym już od ponad roku, ale nic z tym nie robię. Obiecuję sobie, że jutro coś zmienię, że dowiem się wreszcie dlaczego. I co? Nic. Jutro nadchodzi zawsze, prawda? I tak jest w moim przypadku. Puste obietnice, które nie mają żadnego znaczenia. Żyłam marzeniami w wymyślonym świecie, w którym mnie nie było. Potrafiłam cały dzień spędzić, tworząc przeróżne historie, których bohaterowie żyli w Śródziemiu, Hogwarcie i innych miejscach z książek, które przeczytałam. Próbując zignorować fakt, że istnieje świat poza tym, który sama kreowałam. A kiedy "wracałam na Ziemię" snułam plany na przyszłość.
Do niedawna chciałam ją związać z wojskiem. Dalej chcę, ale teraz zdaję sobie sprawę, że to nie będzie takie proste. Coraz częściej obawiam się, że zdrowie mi na to nie pozwoli. Chciałam zacząć od nowa, pójść do klasy wojskowej, raptem połowa ludzi, których znam chce iść do tej samej szkoły, ba! nawet klasy. Chciałam po napisaniu matury udać się na Oksfordzki uniwersytet, bądź ten w padwie. Ta sama sytuacja. Więc uciekam. Poddaję się. Walczyłam wystarczająco długo, by wiedzieć, że nadszedł czas na złożenie broni. Częściowe. Zamiast klasy wojskowej humanistyczno-dziennikarska bądź społeczno-prawnicza. Zamiast iść na studia od razu po liceum, dam sobie dwa lata przerwy. Zamierzam wyjechać, jeszcze nie wiem czy do Anglii czy Włoch. Chcę dać sobie trochę czasu, zagoić psychiczne blizny, odpocząć. No i zarobić, żebym nie musiała prosić o pomoc rodziny. Jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu perspektywa wyjazdu z Polski była dla mnie czymś obcym. Kocham ten kraj, ale nie czuję, żeby było to moje miejsce. Nawet nie chodzi o to, co się dzieje. To ludzie są problemem. Przykro mi to mówić, ale Polacy są jacy są. I chociaż jestem dumna z bycia Polką, z historii naszego narodu, to podejście większości z nas do pewnych rzeczy... Cóż, jeżeli ludzie potrafią zniszczyć komuś psychikę tylko dlatego, że czyta książki czy ma inny kolor skóry, włosów, itp., to ja nie chcę żyć w takim miejscu. Czy tam będzie mi lepiej? Nie wiem. Ale chcę zacząć od nowa. Gdzieś, gdzie szanse na to, że rozpozna mnie ktoś z ludzi, których znam są małe. Kiedy w mojej głowie pojawił się ten pomysł myślałam "kiedy wrócę", aktualnie myślę "jeżeli wrócę". Jeżeli wrócę, zapewne spróbuję dostać się na WAT. Uda się? Świetnie! Zapewne spełnię swoje (czy aby na pewno?) marzenie i zostanę żołnierzem. Nie uda się? Bywa. Pewnie wybiorę bezpieczeństwo narodowe w Oksfordzie.
Jestem młoda. Mam całe życie przed sobą. Ostatnie kilka lat było w większości koszmarem. Dlaczegóż? Przez tych pięknych ludzi, ale czas to zmienić. Wybudzić się z letargu, w który zapadłam i zacząć żyć.
Do niedawna chciałam ją związać z wojskiem. Dalej chcę, ale teraz zdaję sobie sprawę, że to nie będzie takie proste. Coraz częściej obawiam się, że zdrowie mi na to nie pozwoli. Chciałam zacząć od nowa, pójść do klasy wojskowej, raptem połowa ludzi, których znam chce iść do tej samej szkoły, ba! nawet klasy. Chciałam po napisaniu matury udać się na Oksfordzki uniwersytet, bądź ten w padwie. Ta sama sytuacja. Więc uciekam. Poddaję się. Walczyłam wystarczająco długo, by wiedzieć, że nadszedł czas na złożenie broni. Częściowe. Zamiast klasy wojskowej humanistyczno-dziennikarska bądź społeczno-prawnicza. Zamiast iść na studia od razu po liceum, dam sobie dwa lata przerwy. Zamierzam wyjechać, jeszcze nie wiem czy do Anglii czy Włoch. Chcę dać sobie trochę czasu, zagoić psychiczne blizny, odpocząć. No i zarobić, żebym nie musiała prosić o pomoc rodziny. Jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu perspektywa wyjazdu z Polski była dla mnie czymś obcym. Kocham ten kraj, ale nie czuję, żeby było to moje miejsce. Nawet nie chodzi o to, co się dzieje. To ludzie są problemem. Przykro mi to mówić, ale Polacy są jacy są. I chociaż jestem dumna z bycia Polką, z historii naszego narodu, to podejście większości z nas do pewnych rzeczy... Cóż, jeżeli ludzie potrafią zniszczyć komuś psychikę tylko dlatego, że czyta książki czy ma inny kolor skóry, włosów, itp., to ja nie chcę żyć w takim miejscu. Czy tam będzie mi lepiej? Nie wiem. Ale chcę zacząć od nowa. Gdzieś, gdzie szanse na to, że rozpozna mnie ktoś z ludzi, których znam są małe. Kiedy w mojej głowie pojawił się ten pomysł myślałam "kiedy wrócę", aktualnie myślę "jeżeli wrócę". Jeżeli wrócę, zapewne spróbuję dostać się na WAT. Uda się? Świetnie! Zapewne spełnię swoje (czy aby na pewno?) marzenie i zostanę żołnierzem. Nie uda się? Bywa. Pewnie wybiorę bezpieczeństwo narodowe w Oksfordzie.
Jestem młoda. Mam całe życie przed sobą. Ostatnie kilka lat było w większości koszmarem. Dlaczegóż? Przez tych pięknych ludzi, ale czas to zmienić. Wybudzić się z letargu, w który zapadłam i zacząć żyć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
