piątek, 22 lipca 2016

WIECIE ZE KASIAEMOSEK TO KAJONIEZNANA.
EMOSEKKASIA TO KAJONIEZNANA


BO.
- ROZMAWIALAM Z LAUREN MORANO NA HOWSIE I ONA PRZYZNALA ZE EMOSEKKASIA NA HOWRSE JEST SITTEREM UGGLI!
- KAJONIEZNANA POWIEDZIALA, ZE MOZE JEST, A MOZE NIE, CZYLI SĄ JAKIEŚ SZANSE!
- BO HAKARU TAK MI NAPISAŁ NA MSP.
- BO GOsIA NIE CHCE ZEBY MOWIONO JEJ GOCHA
- BO LEJDI SRATURE POPRAWIALA KASI POSTY I TO WIDAC BO KASIA NIE UMIE PISAC POPRAWNIE.
- BO ZONA FREDDIEGO MERCUREGO TO DZIECKO KASI
- BO MABEL TO HOT `0

TO SA NIEPODWAZALNE DOWODY!

czwartek, 21 lipca 2016

dupa dupa
kasia ma wielka dupeeee
i kaja teeezzzz

C TO JEST PANTERA-kLEJNOTY!!!?!?

CZESIO.

Co to jest pantera klejnoty czyli nowy blog kasi z klejnotów Hakaru?
Jest to miejsce w którym starają się nie hejtowac ale jednak hjtuja.
Najgorsza jest juuumi i kikamita ppfpfpfpfpfp.
Najgorsze jest to, ze wspolpracuje z nimi KAJONIEZNAN A
. Ona jest dziwna b oma zjebana biografie. to jej tłumaczenie. Niektórych nie przetlumacze bo nie umiem
" Cześć, jestem z Polski. Mam kanał na YouTube (nie podam, bo nie chce jej reklamować)
- Mamo!  Zabiłam człowieka. ")
Za późno, mój czas minął.
- Mamo! Nie chciałam sprawić żebyś płakała.
Mamo. Życie dopiero się zaczyna.
Mamo, ja nie chcę umrzeć.
Czasami zastanawiam się po co się urodziłam.
Mamo. Jeżeli nie wrócę jutro.
Żyj, żyj jakby nic nie miało znaczenia.
Easy come, easy go, will you let me go?
Will not let you go.
Nic tak naprawdę nie ma dla mnie znaczenia.
Jakkolwiek wieje wiatr."
 

Współpracuje z nimi bo hejtuje ludzi na forum i niszczy im marzenia, wyśmiewa thumberl gerl i luci Queen. Jej znakiem rozpoznawczym jest krwisty uśmieszch.
Kasia hejtuje WSZYSTKo co się rusza. jej znakiem rozpoznawczym jest granatowy kolor.




PODSUMOWUJAC KLEJNOTY PANTERA TO GOWNO TAIE SAMO JAK KAJA.

niedziela, 12 czerwca 2016

Recenzja | Którędy Droga?

Witam wszystkich.

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki "Którędy droga?" napisaną przez Laina Pearsa.

                                                               ~Okładka~
Widnieje na niej kruk w kolorze czerwonym. Zapewne symbolizuje śmierć jak również czaszka znajdująca się pod ramieniem krzyżu/drogowskazu.  Bardzo nawiązuje do treści tejże książki, gdyż cała jest ona poświęcona opisie morderstwa. Czy dzięki niej ją przeczytałam? Nie, nie jest zbytnio ciekawa i pokazuje treść książki.
Oceniam 6/10. 
                                                                    ~Opis~

Jest rok 1663. Po przeszło dwudziestu latach wojny domowej do Anglii powraca Karol II Stuart. Pod berłem nowego króla ludzie zaznają wreszcie pokoju. Niestety nie wszyscy. Wywodząca się z plebsu Sarah Blundy zostaje oskarżona o morderstwo Roberta Grove, jednego z członków oksfordzkiego Nowego Kolegium. 

Tak rozpoczyna się fabuła historycznego kryminału „Którędy droga?”, którego autorem jest brytyjski pisarz Iain Pears. Wraz z rozwojem wydarzeń i odkrywaniem nowych faktów wina młodej kobiety staje pod znakiem zapytania, a w kręgu podejrzanych pojawiają się nowe osoby. Powieść składa się z czterech części. Każda z nich przedstawia tę samą historię z punktu widzenia innej osoby. Ze zmianą perspektywy wiąże się też zmiana narratora, dzieje się tak dlatego, że każda część to pierwszoosobowa relacja jednego z bezpośrednio zamieszanych w wydarzenia bohaterów.

Taki a nie inny sposób przedstawienia fabuły rewelacyjnie oddaje to, że wszystko potrafi być względne, że zawsze są co najmniej dwie strony medalu i że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wrażenie to jest dodatkowo potęgowane poprzez fakt mnogości osób relacjonujących przebieg zdarzeń. Jako czytelnik przywykłam już by bezgranicznie zawierzać słowom narratora, będącego przecież głównym, a zwykle wręcz jedynym źródłem przekazu w każdej książce. W „Którędy droga?” jest ich aż czterech i każdy z nich opowiada jedynie o tym, co jest mu wiadome lub czego sam doświadczył, w związku z czym nieraz zaskoczyło mnie, że wydarzenia które bezwarunkowo uważałam za prawdę, pokazały swą prawdziwą naturę dopiero po zestawieniu z relacjami pozostałych bohaterów powieści.


Warto przy tej okazji poruszyć temat jednej z dwóch głównych wad, jakie mam do zarzucenia książce. Chodzi mianowicie o pierwszą jej część, czyli opowieść włoskiego medyka Marca da Coli. „Którędy droga?” to pokaźna, bo ponad 700-iuset stronnicowa pozycja. Relacja młodego Włocha zajmuje przeszło 200 stron i jeżeli już operuję na liczbach, to jest ona o jakieś 150 stron za długa. Autor bardzo szczegółowo zagłębia się we wszelkie niuanse związane z historycznymi realiami XVII-wiecznej Anglii, (co akurat samo w sobie wadą nie jest) przez co akcja posuwa się bardzo powoli, a że sama fabuła też nie należy do najciekawszych, to i potoczne wciągnięcie się w książkę wymaga sporej dozy samozaparcia.
Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie, gdy głos zabiera kolejny bohater-narrator. Już tutaj rozpoczyna się to, co stanowi głównie danie serwowane nam przez Pearsa i co przesądza o sukcesie jaki „An Instant of the Fingerprint” (tytuł oryginalny) odniósł na całym świecie. Mowa o porównywaniu poszczególnych relacji, o kluczeniu między różnymi perspektywami i próbach ustalenia stanu faktycznego. To trochę tak jakby z czterystu wymieszanych elementów próbować ułożyć kompletną stuczęściową układankę. Im więcej stron znajduje się po naszej lewej, tym więcej niewiadomych i nietrafionych przypuszczeń. Dopiero po przeczytaniu ostatniej wersji historii pojawia się pełen obraz osoby odpowiedzialnej za morderstwo i motywów jakimi się kierowała.

„Niemniej jednak pokroju był ludzi, do których zbliżać się należy z ostrożnością, jako że tolerować potrafił wyjątkowe nawet kreatury, nie znosił natomiast szarlatanów ni głupców.”

czy nieco krótsze:

„Nie myślcie, że egoistyczne jedynie kierowały mną pobudki.”

Zabawne? Początkowo tak. Potem przychodzi zniecierpliwienie i zmęczenie koniecznością skupiania się nie tylko na treści, ale także dodatkowo na formie odczytywanych zdań; i tak przez lite 700 stron.

Zbliżając się do końca chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na przymiotnik użyty w zwrocie „kryminał historyczny”, którym to zwrotem określa opisywaną właśnie książkę. Przymiotnik ten nie znalazł się tam bez przyczyny, co więcej w tym konkretnym przypadku trafniej byłby powiedzieć, jest to powieść historyczna o zabarwieniu kryminalnym. Większa część tekstu to przybliżenie czytelnikowi tego, jak wyglądało miejskie życie w Anglii w latach następujących po burzliwej rewolucji cromwellowskiej. Pears kładzie tu szczególny nacisk na miasteczko akademickie Oksford, będące już wtedy prawdziwą enklawą europejskiej nauki. Dla wszystkich miłośników historii lektura „Którędy droga?” będzie prawdziwą ucztą przepełnioną licznymi nawiązaniami do tego co doskonale znane z kart historii i znacznie bardziej finezyjnymi drobiazgami, których próżno szukać w podręcznikach.

Z najbardziej znanych w literaturze pozycji, książkę Pearsa najłatwiej porównać do klasyka Umberto Eco „Imię róży”. Nie jest to dzieło tego samego kalibru, ale znajduje się jedynie o jedną półkę niżej. „Którędy droga?” to lektura ciężka i wymagająca, a przy tym bardzo satysfakcjonująca i zapadająca w pamięć.


piątek, 10 czerwca 2016

Odwaga | Zmiany

Jeżeli siedzisz teraz przed komputerem i zastanawiasz się, dlaczego twoje życie jest takie nieatrakcyjne, dlaczego nie jesteś bogaty, dlaczego inni mają lepiej, to znaczy że utknąłeś w świecie rutyny.

Zbudowałeś sobie swoją strefę komfortu. Miejsce, które utrzymuje Cię w błogim przekonaniu, że jesteś szczęśliwy. Miejsce, dzięki któremu czujesz się bezpiecznie. A jednak coś jest nie tak. Gdy spojrzysz na siebie z góry okaże się, że nie tego chciałeś.

Aby to osiągnąć musi się być odważnym. Nie spełnia się marzeń siedząc w domu przed komputerem pod ciepłym kocem. Trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Odwaga nie polega na tym, że rzuca się wszystko i zaczyna od nowa. Chociaż można.

niedziela, 5 czerwca 2016

"NJ1K".

  Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest nie wiedzieć kim się jest? Zgubić samą siebie? Patrzeć na świat zza szyby, której nie potraficie przekroczyć, chociaż naprawdę tego pragniecie? Ktoś powie ,,o czym ty, do jasnej cholery, pieprzysz, głupia dziewucho?". Zgubiłam swoją tożsamość. Zabawne, prawda? Wiem o tym już od ponad roku, ale nic z tym nie robię. Obiecuję sobie, że jutro coś zmienię, że dowiem się wreszcie dlaczego. I co? Nic. Jutro nadchodzi zawsze, prawda? I tak jest w moim przypadku. Puste obietnice, które nie mają żadnego znaczenia. Żyłam marzeniami w wymyślonym świecie, w którym mnie nie było. Potrafiłam cały dzień spędzić, tworząc przeróżne historie, których bohaterowie żyli w Śródziemiu, Hogwarcie i innych miejscach z książek, które przeczytałam. Próbując zignorować fakt, że istnieje świat poza tym, który sama kreowałam. A kiedy "wracałam na Ziemię" snułam plany na przyszłość.
   Do niedawna chciałam ją związać z wojskiem. Dalej chcę, ale teraz zdaję sobie sprawę, że to nie będzie takie proste. Coraz częściej obawiam się, że zdrowie mi na to nie pozwoli. Chciałam zacząć od nowa, pójść do klasy wojskowej, raptem połowa ludzi, których znam chce iść do tej samej szkoły, ba! nawet klasy. Chciałam po napisaniu matury udać się na Oksfordzki uniwersytet, bądź ten w padwie. Ta sama sytuacja. Więc uciekam. Poddaję się. Walczyłam wystarczająco długo, by wiedzieć, że nadszedł czas na złożenie broni. Częściowe. Zamiast klasy wojskowej humanistyczno-dziennikarska bądź społeczno-prawnicza. Zamiast iść na studia od razu po liceum, dam sobie dwa lata przerwy. Zamierzam wyjechać, jeszcze nie wiem czy do Anglii czy Włoch. Chcę dać sobie trochę czasu, zagoić psychiczne blizny, odpocząć. No i zarobić, żebym nie musiała prosić o pomoc rodziny. Jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu perspektywa wyjazdu z Polski była dla mnie czymś obcym. Kocham ten kraj, ale nie czuję, żeby było to moje miejsce. Nawet nie chodzi o to, co się dzieje. To ludzie są problemem. Przykro mi to mówić, ale Polacy są jacy są. I chociaż jestem dumna z bycia Polką, z historii naszego narodu, to podejście większości z nas do pewnych rzeczy... Cóż, jeżeli ludzie potrafią zniszczyć komuś psychikę tylko dlatego, że czyta książki czy ma inny kolor skóry, włosów, itp., to ja nie chcę żyć w takim miejscu. Czy tam będzie mi lepiej? Nie wiem. Ale chcę zacząć od nowa. Gdzieś, gdzie szanse na to, że rozpozna mnie ktoś z ludzi, których znam są małe. Kiedy w mojej głowie pojawił się ten pomysł myślałam "kiedy wrócę", aktualnie myślę "jeżeli wrócę". Jeżeli wrócę, zapewne spróbuję dostać się na WAT. Uda się? Świetnie! Zapewne spełnię swoje (czy aby na pewno?) marzenie i zostanę żołnierzem. Nie uda się? Bywa. Pewnie wybiorę bezpieczeństwo narodowe w Oksfordzie.
   Jestem młoda. Mam całe życie przed sobą. Ostatnie kilka lat było w większości koszmarem. Dlaczegóż? Przez tych pięknych ludzi, ale czas to zmienić. Wybudzić się z letargu, w który zapadłam i zacząć żyć.

niedziela, 27 marca 2016

Wolność - wolność?


Czy ludzie lubią słuchać o Twoich sukcesach? Czy ludzie lubią czytać o Twoich sukcesach? Czy inni chcą być świadomi Twoich sukcesów? Czy chcą się z nich cieszyć? Czy Twoje sukcesy cieszą ich bardziej, niż Twoje porażki? Czy będą z Ciebie naprawdę dumni? Czy ZAWSZE będą Cię wspierać? Czy doradzą Ci tak, aby wszystko dobrze Ci się ułożyło, a nie IM. Czy powinieneś/powinnaś się tym przejmować? 


Na wszystkie te pytania odpowiedź jest prosta i zwięzła - nie. Dlaczego ludzi bardziej interesują nasze porażki, jak sukcesy? Na to pytanie każdy jest w stanie odpowiedzieć, gdyż odpowiedź jest wręcz oczywista. Można by rzec, że przykra, lecz tak naprawdę odpowiadamy za SIEBIE tylko i wyłącznie. Nie za koleżankę.  Nie chcę tym postem nikogo urazić. Pragnę przypomnieć ludziom o sterowaniu swoim życiem w taki sposób, w jaki my tego chcemy, tak aby nam było dobrze. Jeżeli komuś to przeszkadza, jeżeli kogoś kuje to w oczy, kim taka osoba jest dla nas?  Rzecz jasna takie osoby przyjaciółkami nie są. A koleżanki, ach koleżanki... Dojdziesz do czegoś dzięki swojej ciężkiej pracy, osiągniesz swój cel - na pewno osiągnęłaś to jakimiś brudnymi metodami, no bo...skoro Ona nie mogła do tego dojść, Tobie tym bardziej się to nie należy. Wybijasz się, wychylasz w JAKIKOLWIEK sposób- sprowadzą Cię do pionu. Brzydzę się osiąganiem kariery po trupach, na krzywdzie innych, jednocześnie brzydzę się bzdurnej zazdrości o wszystko. Ktoś włożył w coś serce- zrozum to, a nie zazdrość.


Popularnie określani "hejterzy", to ludzie, którzy mają jakiś problem, np. z samoakceptacją, wybiciem się. Problemy ma każdy, życie to nie bajka, jednak nie jest to powód, by podcinać innym skrzydła. Krytyka - owszem, jeżeli konstruktywna. Bezsensowne szykanowanie, obrażanie? Lepiej żeby takie osoby przyjrzały się sobie z taką starannością, z jakąś przyglądają się innym.


Także najważniejsze jest by starać się dla siebie, nie dla innych. Nikt nie zostanei na zawsze naszym ''przyjacielem'', nikt nas nie będzie wiecznie wspierać. 

sobota, 26 marca 2016

Agresja w życiu codziennym.

Nie jestem żadną wykwalifikowaną terapeutką, ani psychologiem, jednak wiem dokładnie jak ciężko jest przetrwać w MIEJSKIEJ DŻUNGLI. Ludzie pierwotni walczyli na śmierć i życie o byt, nie mieli żadnych narzędzi, byli zdani tylko na siebie. Jednak czy my przypadkiem również nie jesteśmy zdani tylko na siebie? Kto, prócz najbliższych stanie przy nas w sytuacji zagrożenia. Zagrożeniem nie muszą być tylko mamuty, czy inne wielkie, dzikie zwierzęta.

Miejska dżungla to okrutne miejsce pełne fałszu, obłudy i chęci zysku, często kosztem innych. Jesteśmy w stanie sobie w niej poradzić jedynie dzięki naszym dobrym relacjom z innymi ludźmi. Jednak kręg osób zaufanych nigdy nie jest wielki. Nie możemy naiwnie ufać wszystkim ludziom. Wśród osób z naszego bliskiego kręgu znajdzie się wielu, którzy sprzedaliby nas za judaszowe srebrniki. Nie oznacza to jednak, że nasza postawa powinna być zamknięta na świat. Całe życie poznajemy nowych ludzi, darząc ogromnym szacunkiem tych, którzy przy nas wytrwali. To według mnie jest najważniejsze w życiu.

Ludzie, którzy nas otaczają mogą nie tylko pomóc nam poradzić sobie z przeciwnościami losu i wygrać w miejskiej dżungli. Mogą nam pomóc poradzić sobie z samym sobą.
Bardzo dziwnie to zabrzmiało. Już tłumaczę co miałam na myśli. Któż z nas nie miał sam ze sobą na pieńku? Wiele osób, do których należę i ja ma problemy z samoakceptacją. Bliskie osoby, nasi przyjaciele mogą nam w tym pomóc. Jeżeli nasze środowisko będzie akceptowało nas, z naszymi wszystkimi wadami i zaletami, będziemy czuli się lepiej. Myślę, że szczególnie dla kobiet niezwykle ważne jest to, w jaki sposób postrzegają nas inni. Oczywiście należy mieć dystans do ich opinii, jednak mogą one nam pomóc wydostać się z dołka. Tak samo, jak mogą nam "pomóc" w tym dołku się znaleźć. Dlatego uważajmy na to, co mówimy i w jaki sposób traktujemy innych ludzi. Możemy samym złym słowem bardzo im zaszkodzić.

W teorii wydaje się to być łatwe - nie obrażaj nikogo, bo może mu to wyrządzić krzywdę, nie zdajemy sobie nawet sprawę jaką, jednak najciężej jest nam nie zranić kogoś, kto traktuje nas czasem nawet podle. Zawsze miałam z tym ogromny problem. Jako osoba wierząca, starająca się wierzyć świadomie rozumiem fakt, iż moja wiara nakazuje mi wybaczać nawet nie przyjaciołom, co przez to rozumiem- nie mścić się na ludziach, którzy wyrządzili mi krzywdę. Czy oznacza to jednak, że muszę dać sobą poniewierać? Na pewno nie. Asertywność nikomu nie zaszkodziła, jednak zawiść do tej osoby pozostaje, a chęć odpłacenia jej tym samym jest ogromna. Nikt nie lubi być stawiany w roli ofiary. Każdemu z nas zależy na tym, by przetrwać, jednak nie wszystkie środki są dozwolone. Kusi jednak, by uświadomić osobie, która nas zaczepia, jak bardzo to boli i nauczyć ją na przyszłość. Ja zwykle w takich sytuacjach tłumaczę się SŁABĄ PSYCHIKĄ. Bo ja to mogę odpłacać się innym, bo...kto mnie obroni jak nie ja? Bo jak mu nie oddam, to będzie się nade mną pastwić. Czasem nawet- bo jak ja nie zaatakuje pierwsza, to on zaatakuje mnie. Trzeba się bronić, trzeba przetrwać, trzeba być silnym. Prawdziwą siłę demonstrujemy jednak poprzez nieatakowanie innych osób. Osoby złośliwe, chamskie, agresywne obnażają w ten sposób swoją słabość. Skąd jednak wziąć siłę?

*

Tyle pięknej teorii w tym poście, taka prosta droga życiowa została tutaj przeze mnie przedstawiona. Rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej, choć resztka mojej naiwności karze mi twierdzić, że jest inaczej. Właśnie w tym momencie czuję się jako osoba zagubiona w miejskiej dżungli. Któż jest u mego boku? Już nie chcę wymieniać ile razy ja (siostra Klementyna) pomagałam ludziom będącym w dołku. Może to, o czym pisałam wyżej to stek bzdur. Może miejska dżungla żąda ode mnie czegoś innego- SAMODZIELNOŚCI. Samodzielności całkowitej i samowystarczalności. Może nie należy oglądać się na innych i szukać sojuszów. Może nie należy zawiązywać symbioz. Może wystarczy nam protokooperacja. A może najlepszym rozwiązanie jest pasożytnictwo?

A miało być tak pięknie....chciałam pisać tylko o rzeczach kolorowych. Chciałam zarażać Was optymizmem, którego nie mam. Chciałam wyprowadzać ludzi z dołka. Może najpierw pomogłabym sobie? Może to nie głupi pomysł. Życie mnie nie oszczędza, jednak może inaczej nie doceniałabym tego co mam. Ha, a mam tego "tak wiele". Dobra skończę chrzanić. Czas zmienić swoje myślenie. Znowu moje ulubione ZMIANY. Jak ja je kocham... Naprawdę tak szczerze i gorąco.

piątek, 25 marca 2016

*wita na blogu..*

Cześć wszyscy!
Pisałam, blogowałam, oh kiedy to było. Minęły dwa lata i nie mogłam  o tym zapomnieć, nie mogłam! Bardzo zależy mi na tym, zrozumiałam, że powinnam to robić. Nie powinnam się przejmować hejtami. Wiem, że teraz już tak szybko nie odbuduję swojej reputacji, popularności. W sumie nie zależy mi na tym. Wystarczy mi jeden czytelnik, który komentuje. Tęskniłam za tym wszystkim...
Teraz większość osób mnie nie zna, więc napiszę coś o sobie. Nazywam się Nadzieja, ale większość osób mówi do mnie "Diana". Nadzieja... Głupie imię, Wiążę się z kłamstwami i pustymi obietnicami. Zawiera w sobie trochę magii, tajemniczości oraz drugie tyle głupstwa, nie mądrości.Zaczęłam blogować w wieku dwunastu lat o różowej gierce - MSP. Odeszłam na rok, więc teraz mam już trzynaście lat...  Obchodzę urodziny, jest to dla mnie bardzo osobisty dzień.  Nie mam przyjaciół, znajomych - spędzam go z rodzicami  Są jedynymi osobami, którym mogę ufać...Co do charakteru, różnie.. Większość uważa mnie za osobę sarkastyczną, wredną, zamkniętą w sobie, ekscentryczną osobę. Czy się z tym zgodzę? Niektórzy ludzie po prostu nie zasługują na życie - gdybym miała komuś pomóc nie zrobiłabym tego. Wypowiadam swoje zdanie, nawet jeżeli miałoby to kogoś urazić... Mentalnie należę do pesymistek, samotniczek, melancholiczek.
Hobby?
  1. Czytam od czwartego roku życia, książki zawsze mnie fascynowały. Lubie poznawać nowe historie, gdy czytam książki przenoszę się w inny świat, mój świat.Uwielbiam zapach starych książek.  Staram się czytać codziennie, przez pół godziny a nieraz o wiele więcej. Jeśli chodzi o ulubionych pisarzy, to wyróżniłabym oczywiście Laina Pears'a i Agathę Christie - pisarkę kryminałów. Kocham kryminały historyczne - najbardziej 'Którędy droga?' Laina Pears'a. Mogłabym czytać tę książkę od nowa i od nowa, nigdy mi się nie znudzi. Sama też piszę opowiadania
  2. Akrobatyką zajęliśmy się na ostatnich zajęciach przed zakończeniem ich na czas wakacji.. Do akrobatyki którą zaczęliśmy zaliczamy: skorpiona, salto, pół salto, stanie na rękach, gwiazdę i gwiazdę zakończoną szpagatem. 
  3. Moim hobby jest astrofizyka. Kocham Kosmos, odległe światy, gwiazdy. Od dziecka uwielbiałem patrzeć w niebo, zawsze fascynowała mnie jego rozległość i tajemniczość. Zawsze chciałem badać ten nieznany, piękny Wszechświat. Czasem siadam wieczorem na balkonie i spoglądam w niebo. Ten ogrom, piękno i tajemnica. To mnie inspiruje do rozmyślań nad istnieniem... To naprawdę fascynujące... Dla mnie Wszechświat jest jak książka, która nie ma końca i z której wyczytać można najpiękniejsze historie i ujrzeć najpiękniejsze obrazy...