niedziela, 27 marca 2016

Wolność - wolność?


Czy ludzie lubią słuchać o Twoich sukcesach? Czy ludzie lubią czytać o Twoich sukcesach? Czy inni chcą być świadomi Twoich sukcesów? Czy chcą się z nich cieszyć? Czy Twoje sukcesy cieszą ich bardziej, niż Twoje porażki? Czy będą z Ciebie naprawdę dumni? Czy ZAWSZE będą Cię wspierać? Czy doradzą Ci tak, aby wszystko dobrze Ci się ułożyło, a nie IM. Czy powinieneś/powinnaś się tym przejmować? 


Na wszystkie te pytania odpowiedź jest prosta i zwięzła - nie. Dlaczego ludzi bardziej interesują nasze porażki, jak sukcesy? Na to pytanie każdy jest w stanie odpowiedzieć, gdyż odpowiedź jest wręcz oczywista. Można by rzec, że przykra, lecz tak naprawdę odpowiadamy za SIEBIE tylko i wyłącznie. Nie za koleżankę.  Nie chcę tym postem nikogo urazić. Pragnę przypomnieć ludziom o sterowaniu swoim życiem w taki sposób, w jaki my tego chcemy, tak aby nam było dobrze. Jeżeli komuś to przeszkadza, jeżeli kogoś kuje to w oczy, kim taka osoba jest dla nas?  Rzecz jasna takie osoby przyjaciółkami nie są. A koleżanki, ach koleżanki... Dojdziesz do czegoś dzięki swojej ciężkiej pracy, osiągniesz swój cel - na pewno osiągnęłaś to jakimiś brudnymi metodami, no bo...skoro Ona nie mogła do tego dojść, Tobie tym bardziej się to nie należy. Wybijasz się, wychylasz w JAKIKOLWIEK sposób- sprowadzą Cię do pionu. Brzydzę się osiąganiem kariery po trupach, na krzywdzie innych, jednocześnie brzydzę się bzdurnej zazdrości o wszystko. Ktoś włożył w coś serce- zrozum to, a nie zazdrość.


Popularnie określani "hejterzy", to ludzie, którzy mają jakiś problem, np. z samoakceptacją, wybiciem się. Problemy ma każdy, życie to nie bajka, jednak nie jest to powód, by podcinać innym skrzydła. Krytyka - owszem, jeżeli konstruktywna. Bezsensowne szykanowanie, obrażanie? Lepiej żeby takie osoby przyjrzały się sobie z taką starannością, z jakąś przyglądają się innym.


Także najważniejsze jest by starać się dla siebie, nie dla innych. Nikt nie zostanei na zawsze naszym ''przyjacielem'', nikt nas nie będzie wiecznie wspierać. 

sobota, 26 marca 2016

Agresja w życiu codziennym.

Nie jestem żadną wykwalifikowaną terapeutką, ani psychologiem, jednak wiem dokładnie jak ciężko jest przetrwać w MIEJSKIEJ DŻUNGLI. Ludzie pierwotni walczyli na śmierć i życie o byt, nie mieli żadnych narzędzi, byli zdani tylko na siebie. Jednak czy my przypadkiem również nie jesteśmy zdani tylko na siebie? Kto, prócz najbliższych stanie przy nas w sytuacji zagrożenia. Zagrożeniem nie muszą być tylko mamuty, czy inne wielkie, dzikie zwierzęta.

Miejska dżungla to okrutne miejsce pełne fałszu, obłudy i chęci zysku, często kosztem innych. Jesteśmy w stanie sobie w niej poradzić jedynie dzięki naszym dobrym relacjom z innymi ludźmi. Jednak kręg osób zaufanych nigdy nie jest wielki. Nie możemy naiwnie ufać wszystkim ludziom. Wśród osób z naszego bliskiego kręgu znajdzie się wielu, którzy sprzedaliby nas za judaszowe srebrniki. Nie oznacza to jednak, że nasza postawa powinna być zamknięta na świat. Całe życie poznajemy nowych ludzi, darząc ogromnym szacunkiem tych, którzy przy nas wytrwali. To według mnie jest najważniejsze w życiu.

Ludzie, którzy nas otaczają mogą nie tylko pomóc nam poradzić sobie z przeciwnościami losu i wygrać w miejskiej dżungli. Mogą nam pomóc poradzić sobie z samym sobą.
Bardzo dziwnie to zabrzmiało. Już tłumaczę co miałam na myśli. Któż z nas nie miał sam ze sobą na pieńku? Wiele osób, do których należę i ja ma problemy z samoakceptacją. Bliskie osoby, nasi przyjaciele mogą nam w tym pomóc. Jeżeli nasze środowisko będzie akceptowało nas, z naszymi wszystkimi wadami i zaletami, będziemy czuli się lepiej. Myślę, że szczególnie dla kobiet niezwykle ważne jest to, w jaki sposób postrzegają nas inni. Oczywiście należy mieć dystans do ich opinii, jednak mogą one nam pomóc wydostać się z dołka. Tak samo, jak mogą nam "pomóc" w tym dołku się znaleźć. Dlatego uważajmy na to, co mówimy i w jaki sposób traktujemy innych ludzi. Możemy samym złym słowem bardzo im zaszkodzić.

W teorii wydaje się to być łatwe - nie obrażaj nikogo, bo może mu to wyrządzić krzywdę, nie zdajemy sobie nawet sprawę jaką, jednak najciężej jest nam nie zranić kogoś, kto traktuje nas czasem nawet podle. Zawsze miałam z tym ogromny problem. Jako osoba wierząca, starająca się wierzyć świadomie rozumiem fakt, iż moja wiara nakazuje mi wybaczać nawet nie przyjaciołom, co przez to rozumiem- nie mścić się na ludziach, którzy wyrządzili mi krzywdę. Czy oznacza to jednak, że muszę dać sobą poniewierać? Na pewno nie. Asertywność nikomu nie zaszkodziła, jednak zawiść do tej osoby pozostaje, a chęć odpłacenia jej tym samym jest ogromna. Nikt nie lubi być stawiany w roli ofiary. Każdemu z nas zależy na tym, by przetrwać, jednak nie wszystkie środki są dozwolone. Kusi jednak, by uświadomić osobie, która nas zaczepia, jak bardzo to boli i nauczyć ją na przyszłość. Ja zwykle w takich sytuacjach tłumaczę się SŁABĄ PSYCHIKĄ. Bo ja to mogę odpłacać się innym, bo...kto mnie obroni jak nie ja? Bo jak mu nie oddam, to będzie się nade mną pastwić. Czasem nawet- bo jak ja nie zaatakuje pierwsza, to on zaatakuje mnie. Trzeba się bronić, trzeba przetrwać, trzeba być silnym. Prawdziwą siłę demonstrujemy jednak poprzez nieatakowanie innych osób. Osoby złośliwe, chamskie, agresywne obnażają w ten sposób swoją słabość. Skąd jednak wziąć siłę?

*

Tyle pięknej teorii w tym poście, taka prosta droga życiowa została tutaj przeze mnie przedstawiona. Rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej, choć resztka mojej naiwności karze mi twierdzić, że jest inaczej. Właśnie w tym momencie czuję się jako osoba zagubiona w miejskiej dżungli. Któż jest u mego boku? Już nie chcę wymieniać ile razy ja (siostra Klementyna) pomagałam ludziom będącym w dołku. Może to, o czym pisałam wyżej to stek bzdur. Może miejska dżungla żąda ode mnie czegoś innego- SAMODZIELNOŚCI. Samodzielności całkowitej i samowystarczalności. Może nie należy oglądać się na innych i szukać sojuszów. Może nie należy zawiązywać symbioz. Może wystarczy nam protokooperacja. A może najlepszym rozwiązanie jest pasożytnictwo?

A miało być tak pięknie....chciałam pisać tylko o rzeczach kolorowych. Chciałam zarażać Was optymizmem, którego nie mam. Chciałam wyprowadzać ludzi z dołka. Może najpierw pomogłabym sobie? Może to nie głupi pomysł. Życie mnie nie oszczędza, jednak może inaczej nie doceniałabym tego co mam. Ha, a mam tego "tak wiele". Dobra skończę chrzanić. Czas zmienić swoje myślenie. Znowu moje ulubione ZMIANY. Jak ja je kocham... Naprawdę tak szczerze i gorąco.

piątek, 25 marca 2016

*wita na blogu..*

Cześć wszyscy!
Pisałam, blogowałam, oh kiedy to było. Minęły dwa lata i nie mogłam  o tym zapomnieć, nie mogłam! Bardzo zależy mi na tym, zrozumiałam, że powinnam to robić. Nie powinnam się przejmować hejtami. Wiem, że teraz już tak szybko nie odbuduję swojej reputacji, popularności. W sumie nie zależy mi na tym. Wystarczy mi jeden czytelnik, który komentuje. Tęskniłam za tym wszystkim...
Teraz większość osób mnie nie zna, więc napiszę coś o sobie. Nazywam się Nadzieja, ale większość osób mówi do mnie "Diana". Nadzieja... Głupie imię, Wiążę się z kłamstwami i pustymi obietnicami. Zawiera w sobie trochę magii, tajemniczości oraz drugie tyle głupstwa, nie mądrości.Zaczęłam blogować w wieku dwunastu lat o różowej gierce - MSP. Odeszłam na rok, więc teraz mam już trzynaście lat...  Obchodzę urodziny, jest to dla mnie bardzo osobisty dzień.  Nie mam przyjaciół, znajomych - spędzam go z rodzicami  Są jedynymi osobami, którym mogę ufać...Co do charakteru, różnie.. Większość uważa mnie za osobę sarkastyczną, wredną, zamkniętą w sobie, ekscentryczną osobę. Czy się z tym zgodzę? Niektórzy ludzie po prostu nie zasługują na życie - gdybym miała komuś pomóc nie zrobiłabym tego. Wypowiadam swoje zdanie, nawet jeżeli miałoby to kogoś urazić... Mentalnie należę do pesymistek, samotniczek, melancholiczek.
Hobby?
  1. Czytam od czwartego roku życia, książki zawsze mnie fascynowały. Lubie poznawać nowe historie, gdy czytam książki przenoszę się w inny świat, mój świat.Uwielbiam zapach starych książek.  Staram się czytać codziennie, przez pół godziny a nieraz o wiele więcej. Jeśli chodzi o ulubionych pisarzy, to wyróżniłabym oczywiście Laina Pears'a i Agathę Christie - pisarkę kryminałów. Kocham kryminały historyczne - najbardziej 'Którędy droga?' Laina Pears'a. Mogłabym czytać tę książkę od nowa i od nowa, nigdy mi się nie znudzi. Sama też piszę opowiadania
  2. Akrobatyką zajęliśmy się na ostatnich zajęciach przed zakończeniem ich na czas wakacji.. Do akrobatyki którą zaczęliśmy zaliczamy: skorpiona, salto, pół salto, stanie na rękach, gwiazdę i gwiazdę zakończoną szpagatem. 
  3. Moim hobby jest astrofizyka. Kocham Kosmos, odległe światy, gwiazdy. Od dziecka uwielbiałem patrzeć w niebo, zawsze fascynowała mnie jego rozległość i tajemniczość. Zawsze chciałem badać ten nieznany, piękny Wszechświat. Czasem siadam wieczorem na balkonie i spoglądam w niebo. Ten ogrom, piękno i tajemnica. To mnie inspiruje do rozmyślań nad istnieniem... To naprawdę fascynujące... Dla mnie Wszechświat jest jak książka, która nie ma końca i z której wyczytać można najpiękniejsze historie i ujrzeć najpiękniejsze obrazy...